Tak już chyba w tym naszym szarym życiu jest. Same powroty do punktu wyjścia. Kiedy wydaje się nam, że nasze życie pędzi do przodu, w kompletnie nieoczekiwanym momencie następuje zwrot. Dotyczy to zarówno życia zawodowego, jak i sfery uczuć i właśnie nad tym aktualnie się zastanawiam. Mimo powtarzania Heraklitowych słów na temat kolejnego wstępowania do tej samej rzeki, już kolejny raz wracam do tytułowego punktu wyjścia. Nie pomogła przeprowadzka do innego miasta.. wystarczy jeden telefon czy sms i znów rozum przegrywa w walce z uczuciami. I znów pojawiają sie pytania “A może tym razem będzie lepiej, inaczej?”, tymczasem wszyscy na około mnie wiedzą, jak to wszystko się skończy. Wciąż nie potrafię określić w czym tkwi problem, i nie potrafię też całkowicie odciąć się od tego, co dotychczas przynosiło mi same problemy i nerwy. Może to uzależnienie? Może moje życie ma polegać na trwaniu w nadziei, że w przyszłości wszystko się wyjaśni i szala przechyli się w jedną lub drugą stronę? Jeśli tak, to przykre ponieważ czekanie na to by ktoś wydoroślał może okazać się nieskończonością.
Powrót do punktu wyjścia.
Napisane w Grafomania, Smuty | Tagi: tęsknota miłość punkt wyjscia powroty nadzieja
Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt..
W takie cudowne dni jak dzisiejszy wszystko staje się prostsze. Słońce ogrzewa twarz, a oczy łzawią od jasnego światła. Nawet mroźne powietrze wydaje się ciepłe. W głowie słyszę “Sen o Warszawie” i to szare miasto nabiera kolorów. Mój indeks zapełnia się piątkami i trójkami, aż mam wrażenie, że to całe studiowanie idzie mi aż za dobrze.
Napisane w Uncategorized | Tagi: niemen warszawa studia sesja słońce
Bananowy song…
Co raz częściej przekonuję się, że klimat wyjęty wprost z kultowego serialu “Beverly Hills 90210″ najbezpieczniej jest podziwiać, zza szklanego ekranu. Niestety, nie każdemu jest to dane. Ludzie skazani na szkołę prywatną muszą się z tym liczyć. Na codzień muszę wysłuchiwać rozmów o nowych kolekcjach w H&M’ie, snobistyczno – bananowych imprezach i o nowościach na Facebooku podczas, gdy w mojej duszy hula tęsknota za kompletnie innymi rozrywkami, których do czasu wyjazdu mi nie brakowało. Mam na myśli spędzanie wolnego czasu na przesiadywaniu przy ognisku, śpiewaniu do dźwięków gitary… Niestety dla ludzi, na których obecnie jestem skazana jest to rozrywka kompletnie obca. Bardzo żałuję, że nie jest mi dane ciągłe przebywanie ze studentami z krwi i kości, którzy potrafią się dobrze bawić bez wielkich wydatków, ekskluzywnych klubów i muzyki superekstrazajebistych DJów. Na szczęście w kręgu moich znajomych istnieje kilka dobrych duszyczek, które od czasu do czasu wyciągają mnie z ‘Banana’s World’ i pozwalają na spędzenie naprawdę miłych chwil. Poza tym bardzo drażni mnie fakt, że tacy bananowi ludzie przykładają bardzo małą uwagę do swojej edukacji (często nie mając pojęcia o banalnych sprawach), przez co nie ma klimatu do nauki. Bardzo często zastanawiam się, czy wogóle wiedzą że są w takiej szkole nie tylko po to by jeść super ekstrazajebiste sałatki i lansować się najdroższą paczką papierosów.. Wolałabym usłyszeć od nich, np. “Nie masz kaski? Odpuść sobie, jutro przecież też jest dzień” zamiast “Nie będę jutro na zajęciach bo lecę do Londynu na przecenę kolekcji…” Jak narazię jestem z siebie dumna, ponieważ nie daję się wciągnąć do ich małego światka i mam nadzieję, że tak zostanie. O!
Napisane w Szkola | Tagi: banany, beverly hills, snobizm, studenckie życie, Szkola
Could be !
Jak się okazuje, życie w kawalerce nie jest takie złe. Można sobie ziewać o czymś ciekawym, wygłupiać się śpiewając wszystkie jingle reklamowe, a także (co jest bardzo wskazane o tej porze roku) upijać się grzanym winem “z jajem”. Można także zaliczyć imprezę z męskim striptizem i jeść tosty. I wtedy wcale nie czuję się przygnębiona, ani nawet zmęczona bo przecież zawsze można iść razem spać
Jednak czasami nadchodzą gorsze dni kiedy stopień bałaganu w mieszkaniu utrudnia życie. Wtedy trzeba zabrać się za odgruzowywanie owego m4 i to jest chyba jedyna, wykryta przeze mnie wada mieszkania w kawalerce!
Napisane w Uncategorized | Tagi: stancja studia wyprowadzka
Home sweet home…
No właśnie jak to jest? Ten weekend spędziłam w domu rodzinnym. Spędziłam go na słuchaniu opowieści znajomych o ostatnich imprezach, wyrywaniu dup i na słuchaniu narzekań mamy. Czy właśnie po to jechałam 6 godzin pociągiem na stojąco w loży dla VIP-ów? (czyt. przy toalecie). Nigdy nie przypuszczałabym, że spotka mnie takie uczucie. Własny pokój wydawał się nieco obcy, nie było w nim już mnie i oczywiście mojego bałaganu. Kiedy jestem u siebie – na Mazurach, zaczyna brakować wielkomiejskiego zgiełku, do którego zaczęłam się już mimo wszystko przyzwyczajać. Natomiast gdy jestem w Warszawie, tęsknię za małym miasteczkiem nad jeziorem… To chyba wina tej paskudnej szarej jesieni. Dziwny jest ten stan, gdy w żadnym z dwóch miejsc nie można czuć się jak “u siebie”.
Napisane w Smuty | Tagi: Dom podróż
To już minęło,ten klimat ten luz, ci wspaniali ludzie..
Tak wiem,że każdy musi przeżyć w swoim życiu kilka lub kilkanaście rozstań ale to nie jest fair! Kiedy człowiek jest samotny, marzy o miłości, przyjaźni. A kiedy już się to znajdzie, przyzwyczai się, uzależni od przebywania z innymi – bliskimi osobami okazuje się, że w końcu nadchodzi czas w którym trzeba to przerwać.Oczywiście można obiecywać sobie, że nie straci się kontaktu, że ową przyjaźni czy miłość będzie się pielęgnowało z sumiennością Małego Księcia.. lecz chwila, w której widzi się łzy w oczach przyjaciół podczas pożegnania.. bywa okrutna.
TAK! Nienawidzę pożegnań.
Let’s do it!
Czasu nie da się zatrzymać, jak to ktoś kiedyś mądry zauważył. Konieczność przeprowadzki do wielkiego miasta i umiejętność adaptacji w tym nowym otoczeniu to nie lada gratka. Jedni się na to cieszą biorąc przykład z Carrie Bradshaw (“Seks w wielkim mieście”), która na myśl o wyjeździe z Nowego Yorku dostawała palpitacji serca, cieszą się z możliwości poszerzenia horyzontów, drudzy natomiast w tym ja, namiętnie zastanawiają się: ‘jak to będzie?’
Wielkomiejscy obywatele nie zdają sobie pewnie sprawy jakim wyczynem dla osób z prowincjonalnych miast i miasteczek jest przystosowanie się do zgiełku aut, ogromnych budynkow i rozkładów jazdy a przyzwyczajenie, że wszędzie dojdzie się ‘z buta’ nie ma tutaj szans. W dodatku nikt nie stara się aby takim nowicjuszom żyło się lepiej, włącznie z paniami z kas PKP. Lecz dzięki Matce Ewolucji człowiek wykazuje doskonałe możliwości adaptacyjne i po kilku miesiacach, kilku pomylonych przystankach i numerach autobusów owi “przybysze z prowincji” nie będą się niczym różnić od “tubylców”. Dlatego też zawsze trzeba wierzyć, że “Może jednak warto czekać na szczęśliwą kartę?”
Napisane w Grafomania | Tagi: miasto, przeprowadzka, studia